10 powodów biedy rysownika

10 powodów biedy rysownika

Smutny wpis dziś. Ponarzekam sobie (bardzo to lubię) na temat tego dlaczego nigdy nie będzie mnie stać np. na własne mieszkanie, a mimo to robię to co robię i jestem na dodatek w to zaangażowany na tyle, że się 'wyzewnętrzniam' o tym na blogu.

(obrazek by Dem -> oryginał)

We wpisie naprzemiennie będzie używane słowo rysownik / grafik / twórca – to się tak przenika, że nie ma sensu się zawężać tylko do rysunku, zresztą więcej w punkcie 10.

1. Niewymagający rynek

Polski rynek zleceń graficznych jest bardzo ubogi. Można porównać go do rynku robót ręcznych rzemieślników.

Najczęstsze zlecenia, to storyboardy lub rysunki dla dzieciaków. Ostatnio troszeczkę  rozwarł się ubogi dotychczas sektor rysunków do gier internetowych (np. gier Facebookowych) i innych rysunków na potrzeby www. Podupadł za to sektor rysunków do gazet – tutaj wbić się w sensowne zlecenia jest bardzo ciężko. (Aż dziw bierze że sam Mleczko rysuje na sokach Cappy nieśmieszne komercyjne paski.)

Nadal jest biednie jeśli chodzi o wymagania dotyczące poziomu prac. Klienci przede wszystkim chcą szybko i jak najtaniej, jakość jest mało istotnym aspektem. Ma być znośnie, przez to rynek zalany jest średniej jakości grafikami za marne pieniądze.

Klienci nie podchodzą do rysunków jak do produktu ekskluzywnego/niepowtarzalnego/zrobionego na zamówienie. Traktują to raczej jak kupno farby, lub drabiny – ot mało istotna część większego projektu, którą ktoś musi zrobić.

2. Niska świadomość i szacunek społeczeństwa

Społeczeństwo nie jest świadome na czym polega praca rysownika/grafika. Przykładem może być artykuł na blogu Śledzia: http://mrherring.blogspot.com/2010/08/zawod.html.

Tzw. ‘zawód’ rysownika to tak naprawdę tak samo mecząca praca jak każda inna. Ludzie uważają, że rysowanie sprawia rysownikowi za każdym razem mnóstwo frajdy. Że robi to z uśmiechem na ustach nucąc sobie wesołe piosenki.

Druga sprawa – w polskim stereotypowym toku myślenia rysowanie, jako źródło utrzymania, jest traktowane jako szaleństwo. Zapewne chodzi o małą stabilność, a może te wrodzone postrzeganie ‘śmiesznych obrazków‘ jako błahe i nieistotne dla dobra społeczeństwa.

“Lepiej byś się zajął czymś poważnym a nie bazgroły jakieś.” – to często spotykany zwrot. Zwłaszcza gdy ktoś zaczyna przygodę z grafiką.

3. Brak ciągłości finansowej

Gdy decydujemy się na freelance w Polsce, w jakiejkolwiek dziedzinie – w naszym przypadku: grafice – możemy już magazynować konserwy i wodę na trudniejsze czasy. Freelance ma sens, gdy ma się wyrobione wcześniej znajomości, stałych klientów oraz rozpoznawalną markę.

Wielu młodych osesków wyobraża sobie pracę Freelancera jako wymarzoną robotę. Taką ‘kiedy się chce i jak się chce’, a pieniądze i tak będą. Takie myślenie prowadzi potem do skutków w postaci zatrudniania się w Biedronkach i McDonaldach, byle przeżyć do pierwszego.

“Fuck this shit, zostanę adwokatem”

Moja rada? Zaczynać od etatu – wyrabiać znajomości i doświadczenie. Zobaczyć rynek od wewnątrz i dopiero ewentualnie decydować się na pracę samodzielną.

4. Czas

Grafik ma go zawsze za mało. Nie wiem czemu wszechświat jest tak poukładany, że chocby nie wiem jak odległy był deadline projektu – i tak na koniec będą zarwane noce.

Gdy ktoś łączy, jak ja, pracę na etacie z pracą w domu, to na tę drugą zostają mu bardzo małe ilości czasu. Średnio 2-3 godziny dziennie. To nawet za mało by zrobić rosół, a co dopiero planszę komiksu czy cokolwiek. Rzeczy, które na studiach robiło się w 2 doby teraz robi się prawie 2 tygodnie.

Gdy dojdzie do tego jeszcze dziewczyna/rodzina, to rysowanie oddali się do pozycji weekendowego hobby i wda się w walkę z graniem w Heroesów czy oglądaniem seriali.

Oczywiście można na przykład nie spać. Ale nie polecam psucia sobie zdrowia dla marnych paru groszy więcej.

5. Brak promocji

W każdym zawodzie, a nawet w ‘zawodzie’, w którym kluczem do zarobku jest dotarcie do klienta, potrzebna jest jakaś forma reklamy. Nie ma co szczędzić na dobre portfolio i domenę. Wypada też założyć bloga, na którym publikuje się nieciekawe artykuły o niczym (patrz: ja).

Najmocniejszą formą promocji w branży graficznej, podobnie jak w branży wypieków ciast (rangą podobna) jest poczta pantoflowa, czyli polecanie znajomym przez klientów, którzy byli zadowoleni z efektu pracy grafika.
Warto jednak otwierać się na nową klientelę, chociażby dlatego, by wyrobić sobie całą sieć kontaktów. Tutaj zwiększamy szansę na pojawienie się stałych ‘mecenasów’, którym nasze dzieła przypadły szczególnie do gustu.

Prócz portfolio warto posiadać konta na najważniejszych portalach artystycznych.

Co ambitniejsi (lub głodniejsi) po akwizytorsku wysyłają propozycje współpracy do firm np posiadających słaby wygląd strony internetowej, czy znieświeżały już wizerunek, licząc na zainteresowanie z ich strony. Czasem się to udaje. Spróbować nigdy nie zaszkodzi.

(Ja wysłałem propozycję do Milanówka na nowy design strony za 2 kartony krówek, ale nie odpowiedzieli :( )

Gdy się zaczyna i nie ma wyrobionej jeszcze marki, trzeba czasem przycisnąć z promocją na granicy nachalności.
Skoro nikt nie wie o istnieniu twoich prac, to jak chcesz zarabiać na tym co robisz?

6. Wena i jej zaniki

Nieraz jest tak, że zwyczajnie człowiekowi się nie chce nic tworzyć. Ma w głowie korek twórczy i czas pracy dłuży się jak filmy Jacksona. W takim okresie – człowiek odmawia brania kolejnych zleceń.

To prowadzi do uszczuplenia zasobów, ale bywa że na dłuższą metę i tak wychodzi się na tym lepiej. Warto zrobić sobie urlop, lub zwyczajnie oderwać się na parę dni od roboty. Mózg czasem potrzebuje się przewietrzyć.

Szkoda, że tak często.

Druga sprawa, gdy klient niszczy nam ułożoną wizję swoimi ‘celnymi i niepodważalnymi’ uwagami. Nikt nie potrafi tak zabić weny twórczej jak klient żądający dużych poprawek we wczesnej fazie projektu.

7. Niejasne zasady współpracy

Zanim podejmiemy się zlecenia, lepiej pogadać z klientem o tym i owym. Wybadać go czy nie jest zbyt upierdliwym typem. Na naszym rynku bardzo często można trafić obiecujących złote góry ludzi, którzy potem skrupulatnie co do grosza wydębią z Ciebie czas poświęcony na projekt. Na tyle będą ci siedzieć na głowie, że pod koniec będziesz już rzygał rysunkami i zastanawiał się, czy nie warto było w tym czasie wziąć więcej mniejszych spokojnych zleconek.

Dobry klient, to taki, który wie jak pracować z grafikami i traktuje ich jak swoich współpracowników, a nie kredki do rysowania na każde zawołanie. Dobry klient to taki, który rozumie wkład pracy włożony w rysunek/grafikę i zapłaci za każdy czas poświęcony na poprawki aż do efektu ostatecznego pracy. Dobry klient to taki, który przychodzi do grafika, w określonym celu: stworzenia czegoś w jego stylu – a nie naginania go do własnych potrzeb czy kopiowania kogoś. W życiu nie widziałem dobrego klienta.

8. Pasja vs Babilon

W głowie rysownika trwa odwieczna wojna między tym co musi robić i tym co by chciał. Doskonały dowód na istnienie sztuki i potrzeby tworzenia.

Nie ma nic gorszego, gdy w środku projektu do głowy wpada genialny pomysł na komiks lub ilustrację. Człowiek ulegający pasji przerywa wówczas projekt i realizuje ten pomysł. Człowiek racjonalny odłoży to na później, ze świadomością, że prawdopodobnie wcale tego nie zrobi.

Tutaj już trzeba sobie zadawać pytania egzystencjalne – po co ja to robię? (W sensie wszystko.) Dla siebie, czy dla kogoś?

Niestety nie można sobie pozwolić na zbytnie ‘hipisostwo’, jeśli w gre wchodzą pieniądze na życie. Ale co pan zrobisz? Nic pan nie zrobisz.

9. Brak dyscypliny pracy

Prawo Murphiego mówi jasno, że jak zaczynasz projekt, to za chwilę coś się wydarzy. Coś, w czym twój udział będzie niezbędny. Narzucenie sobie dyscypliny pracy, czyli stałych godzin, w których nie zajmuję się niczym tylko rysowaniem, to cnota trudna w osiągnięciu. Nie wiem czy możliwa dla osoby młodej.

To kolejny argument ‘za’ dla pracy w etacie nad pracą freelancerską. Bo jednak co kierat, to kierat.

Nie muszę wspominać, że główne rozpraszacze, czyli Internet (och nie! Titos dał nowy wpis na blogu – znowu nie skończę komiksu :( ), gry czy imprezy kuszą bezustannie biednego twórcę. Coraz biedniejszego przez to.

Wypada jeśli tylko jest możliwość – stworzyć sobie kącik do pracy i tylko do pracy. Nauczyć się też wyłączać wszelki zbędny Internet (GG, Facebook’i itp.) podczas pracy rysunkowej.

10. Człowiek renesansu

Bycie rysownikiem to za mało. Rynek wymaga, by prócz rysowania znać Photoshopa. I oczywiście znać wektory. Aż głupio nie znać składu do druku. Trzeba znać projektowanie stron www. Znać cięcie stron do HTML. Znać Flasha. Bannery robić, to umieć też hasła układać. Przecież to pestka być Copywriterem.

A jak znać Flasha to z ActionScriptem. Hej! Tu już krok do programowania! Niech grafik zna PHP z obsługą SQL i użyciem AJAX-a.

Fajnie jakby liznął FLEX-a. Co tam, niech grafik zna konfigurowanie serwerów www. Niech obsługuje CMS firmowy.

I am king of the universe!

Zwiększając zakres prac – zwiększamy teoretycznie liczbę zleceń. Zapewniając kompleksową ich obsługę – możemy zapewnić sobie stabilną ich ilość. Ale w Polsce to tak do końca nie działa. Tutaj musisz być od wszystkiego, bo podzlecając części projektów innym – wyspecjalizowanym podwykonawcom – jedziesz najczęściej na granicy opłacalności. No chyba, że trafiłeś większego klienta. Ale to rzadkie jak krupnik Knorra.

No to?

Czy jest cholera aż tak źle? Ciężko stwierdzić. Zależy czy sukces w branży graficznej mierzy się pieniędzmi czy ilością dobrych prac, które się wykonało. Nikt nie został od razu słynnym (bogatym?) grafikiem. Na budowanie marki potrzeba lata.

O tyle jest to problemem, że branża jest niewdzięczna. A graficy narzekanie mają chyba we krwi. Choć podejrzewam, że mój wpis byłby niczym wobec wpisu o podobnej tematyce takiego spawacza elektrycznego. (Swoją drogą – dajcie znać gdy natraficie na blog jakiegoś – chętnie zasubskrybuję).

Branża graficzna jest o tyle fajna, że efekt pracy cię niejako określa. Prace są wyrazem samego siebie. Można po latach do nich wrócić – powspominać – zobaczyć swój rozwój. Wszystko jest na tacy.

I jak człowiek robił i robi to z pasją, to temat pieniędzy schodzi na drugi tor. Zwłaszcza gdy jeszcze młodym jest.

Tak myślę…

- Komentarze -

.C.Z.

21.08.2010 / 19:29

Świetny wpis, ale boli mnie, że już pojutrze poniedziałek.

asu

21.08.2010 / 20:05

uf… jak dobrze, że nie jestem grafikiem, ani rysownikiem.

Tomek Buszewski

21.08.2010 / 20:08

Tru co piszesz, ale narzekanie na klientów na blogu jest trochę chude (zwłaszcza teraz, po stu latach mielenia “ciężkiego życia grafika” przez miliard innych blogsów). Biorąc robotę frilansera zgadzasz się, że ludzie będą Cię traktowali jak rurkę do dymania (bo to raczej jest do przewidzenia). Jak Ci serio tak ciężko, wbij na jakieś układanie rzeczy na półkach, a rysuj po godzinach, w weekendy i święta ;]

Srsly gościu 8)

sambor

21.08.2010 / 22:03

Przepis na sukces.
Trzeba być jak Bruce Wayne.
W dzień do fabryki a w nocy napierdalać wszystko dla idei.
Tylko że Batman nie miał dziewczyny/żony/dziecka.
Ale miał Alfreda. A rysownik nie ma Alfreda. Tylko Freda.
Ale często ma dziewczynę/żonę/dziecko.
Batman to lapatocha.

Jarek Obważanek

21.08.2010 / 22:47

och nie! Titos dał nowy wpis na blogu – nie skończę tej cholernej wystawy!

A, jeszcze jedno: dlaczego w tle wszystkich grafik jest projekt jakiegoś domu?

titos2k ***

21.08.2010 / 22:50

Jest takie kazachskie przysłowie – Wrzuć sto razy projekt czegoś a się ziści.

klos

22.08.2010 / 05:44

1. Należy bezwzględnie podnieść ceny jeżeli chcesz, by ludzie cię szanowali. Dwie paczki krówek to za mało! Klienci tak naprawdę chcą płacić dużo, bo wydaje im się, że wtedy jest lepiej. Albo raczej: chcą usłyszeć wielką cenę, stargować się do średnio/wielkiej i mieć wrażenie, że zrobili świetny interes. Nie uszanują gościa, który robi tanio, bo sami często nie mają wystarczająco dużo wyczucia, żeby oceniać jego pracę tylko własnym gustem. Cena jest dla nich wyznacznikiem “półki” rysownika.

2. Obecnie rynek sztuki powolutku wychodzi z dużego kryzysu (związanego z kryzysem światowym). Mój znajomy, który 4 lata temu sprzedawał w NY obrazy po 40tys. $, od 3 lat nie sprzedał nic i teraz został tatuatorem. A więc na świecie też jest obecnie zapaść.

3. Mam wrażenie, że jeśli ktoś chce być głównie/tylko rysownikiem to może też spróbować sprzedawać oryginały (wliczając ekskluzywne numerowane-sygnowane wydruki).

martyn

22.08.2010 / 10:54

To ja wtrącę nutkę optymizmu:
Wczoraj odwiedziłam pierwszy raz od roku brata, który w Twoim wieku zarabiał marne 2 tysie i nie wiedział za bardzo, co dalej, gdzie dalej, co ze sobą, kurna, zrobić.
W ciągu tego roku przeprowadził się z wynajmowanej kawalerki do nowego mieszkania, w którym miałam zaszczyt wczoraj nocować. I kiedy weszłam do środka, to…

Wow. Dwa piętra, skórzany zestaw wypoczynkowy, wanna z hydromasażem, pełna lodówka, przyjemna muzyka w nowej wieży stereło, szczęśliwa żona u boku.

(okej, będą to spłacać 20 lat, ale ich uśmiechy są tego warte)

Kilkunastu lat w zawodzie nie siedzisz i mam ogromną nadzieję, że Cię jeszcze coś zaskoczy i wyjdziesz na swoje. Dżast kip dułin jor dżob.

titos2k ***

22.08.2010 / 11:28

hola, ale ten tekst nie jest w 100% o mnie.
ja mam co jeść. Ten tekst tylko obrazuje, że grafik/rysownik to zawód ciężki jak każdy inny :<

martyn

22.08.2010 / 11:42

Mi o pierwszy akapit chodziuo. : )

titos2k ***

22.08.2010 / 11:48

a toto to prawda. bo ja nigdy nie chce mieć długów. taką mam mentalność.

KRL

22.08.2010 / 15:59

martyna – 2 marne tysie? to faktycznie nic nie wiesz o biedzie. a ja nie będę pisał ile zarabia bibliotekarz, żeby martna nie dostała zawału.

martyn

22.08.2010 / 16:09

KRL, wyluzuj, pisałam to w odniesieniu do Tita, który zarabia dużo więcej. Sama pracowałam już za 6 stów miesięcznie i moje serducho ma się dobrze.

titos2k ***

22.08.2010 / 19:40

Ja zarabiam 2.5 tysia. “Dużo więcej” to trochę na wyrost

martyn

23.08.2010 / 09:03

mówiłam o dwóch tysiach brutto, ale koniec tematu już, bo zaczyna się licytacja. : )

Śledziu

24.08.2010 / 23:21

IMHO to jest wybór pomiędzy byciem biednym, acz szczęśliwym (bo robisz swoje-komiksy) a byciem biednym i nieszczęśliwym (bo robisz dla babilonu).

Dziękuję za uwagę. Dobranoc.

broadway

25.08.2010 / 15:28

Swieta racja. A zeby sie jeszcze bardziej zdolowac polecam ponizszy wpis, ktory umiescilem niemal dwa lata temu. Od tego czasu duzo sie u mnei zmienilo jelsi chodzi o sposob pracy, ale nic nie drgnelo w kwestii POLSKICH klientow. Najdobitniej swiadczy o tym komentarz do mojego artykulu, w ktorym ktos tlumaczy, dlaczego nie korzysta z uslug freelancera. Ja mialem do czynienia z dziesiatkami, a moze setkami klientow. Na palcach jednej reki moge policzyc tych uczciwych i wiedzacych czego chca. Trafiaja sie tacy srednio raz, dwa razu w roku. Mimo, ze nigdy nie zawalilem pracy klient niemal zawsze okazuje sie zwyklym burakiem i cwaniakiem. Widac rodzice tak ich wychowali, bo ludzie to mlodzi i z racji wieku nie powinni zmiec nawykow z czasow PRL-u.

Oto link:
http://siatka.media.com.pl/group/panelkomentatorski/forum/topics/freelance-w-polsce-czyli-jak

titos2k ***

25.08.2010 / 18:20

dzięki za link! jutro w pracy poczytam chętnie przy porannej herbacie :]

ignacy130

29.08.2010 / 22:06

Fajny blog – podziękowania dla autora, fajne komenty – podziękowania dla komentatorów. Będę miał trochę rozeznania jak to jest być szeroko pojętym ‘grafikiem’.

Będę zaglądał :)
Szkoda, że nie ma rssa :(

titos2k ***

29.08.2010 / 22:54

http://blog.titos2k.com/index.php/feed/ jest

m__b

30.08.2010 / 06:56

WYKOP KURWA

janusz wu

30.08.2010 / 08:47

no to trafiłeś na wykop :P

Mad

30.08.2010 / 08:56

Bardzo trafne, ale mimo wszystko i tak za parę lat będę pracować jako grafik. Fajne robić to co się lubi, a smarowanie w photoshopie to coś co tygrysy lubią najbardziej:D. Na razie pełna zapału, zobaczymy co będzie potem.
Trzymaj się, bo każdy lubi narzekać:D.

dom mediowy

30.08.2010 / 09:33

Podpisuję się pod wszystkim, chociaż fakt – narzekanie straszne ;)

polel

30.08.2010 / 10:07

jest whooy prawde w tym co piszesz. szczegolnie w czesci z podejsciem klienta do twojej pracy etc ale juz czesc o finansach mija sie z prawda. nie jest tak zle, nawet w polsce. zdecydowanie mozna sobie zapewnic godne zycie bedac grafikiem na poziomie… i na tym bym zakonczyl moj marny komentarz gdyby nie rzut oka na twoje folio i na jego dolna czesc. stary, bierzesz 150 zl za pasek komiksu?! kurwa majac prace na takim poziomie, bierzesz takie ceny?! szok, pretensje musisz miec w duzej mierze do samego siebie w takim wypadku. nie dadza wiecej? dzadza…szczegolnie komus na takim poziomie jak ty

Paweł P.

30.08.2010 / 10:22

100% racji dla Ciebie, ten rynek w Polsce
jest bardzo zniszczony.
Nie boje użyć się tego słowa.
85% Klientów nie zdaję sobie sprawy z tego co to jest marka, że trzeba ją mieć bo w innym przypadku “kaplica”.
Miłego dnia życzę!

a tak sobie

30.08.2010 / 10:43

Podobają mi się te buty, które zaprojektowałeś na konkurs HD. Można gdzieś je kupić? :D

martinez

30.08.2010 / 11:41

ciężko coś dodać. sama prawda :|

Teenn

30.08.2010 / 13:55

Punkt 7 jest moją największą zmorą.

JesterRaiin

30.08.2010 / 14:01

A ja powiem tak… Kilka lat temu miałem ambicje i aspiracje odnośnie kreatywnej pracy (grafika, komiksy, pisanina itp). Potem przeszedłem przez wszystkie opisane tu punkty i jeszcze kilka niewymienionych.
Dzisiaj rozstawiam puszki na półkach w realu, od czasu do czasu postróżuję to tu, to tam, albo położę kafelki/panele.
Kasa konkretna, zasady pracy też, określona godzina – trzaśnięcie drzwiami i do widzenia.
Ideały jak to się mówi, wylądowały w szufladzie ? Niekoniecznie. Od tego mam czas wolny. Nie każdemu jest pisane wyżyć z tego co lubi. Takie życie.

FanGier

30.08.2010 / 14:50

Hehe, ja pracowałem też jako freelancer, tyle że jako informatyk, było podobnie, a teraz zarabiam 3 razy więcej niż w najlepszych okresach freelancingu na stałej posadzie w korporacji i do tego mam czas na granie w gry komputerowe i inne pier#%ły. :)

pixelbunny

30.08.2010 / 16:36

złotousty titos :D

Wichajsterek

30.08.2010 / 18:14

Nie tylko graficy tak mają. To dość powszechne we wszystkich dziedzinach zawodowych wykonywanych na zlecenie.
Poza tym, narzekasz, narzekasz, a i tak nic z tym nie zrobisz.

Maniiiana

30.08.2010 / 18:18

Jestem dopiero początkującym grafikiem, a doskonale Cię rozumiem. Gdyby nie klienci, to ta prace byłaby cudowna. Żeby oni czasem chociaż troszkę gustu, zmysłu plastycznego mieli. Czasem aż mi niedobrze, jak muszę spełniać czerwono-zielone widzimisię jakiegoś daltonisty…

Wpis do bólu prawdziwy : P :)

Pawel

30.08.2010 / 18:36

Tekst z paczkami krówek rozbawił mnie do łez.

Skoro podaż przewyższa popyt to trzeba być naprawdę kreatywnym ala gapingvoid.com i wyrobić sobie markę.

czesc

30.08.2010 / 19:58

nie narzekaj, są przyjęcia do budowy dróg i układania kostki brukowej, też męczące ale dla niezbyt kreatywnych jak znalazł

misz

31.08.2010 / 07:02

bo mi palmie pierwszeństwa “pierwszego narzekacza” odbierzesz ;)

cacy wpis, mocno życiowy

spawacz freelancer

31.08.2010 / 08:11

Prawdziwy spawacz to raczej nie ma czasu na pisanie bloga pewnie woli przez jakiś komunikator porozmawiać z żoną i dziećmi jak już się uda dopaść komputer i sieć. Spawacz ma dobrą kasę na wyjazdach zagranicznych ale czy rzeczywiście tak się to opłaca?
Pracowałem już w małych firmach jak i wielkich koncernach od chodzenia po 12h po błocie (“zaganiając” 50 chłopa do pracy) po siedzenie 12-16h w garniaku na spotkaniach gdzie się gruba kasa ważyła (nie jako spawacz :-) ).
Do podobnej frustracji można dojść jak się jest usmarowanym smarem po uszy jak będąc wypachnionym w garniturze.

Będąc wolnym strzelcem oprócz spawania toczę i frezuję a zanim to zrobię jeszcze tylko projektuję nie rzadko z niewyraźnego zdjęcia zrobionego komórką i bez wymiarów z tekstem w stylu “no wie Pan taż żeby było dobrze, żeby działało” Zanim jeszcze zaprojektuję powinienem wycenić najlepiej żeby jeszcze było taniej niż w masowej produkcji a czas realizacji na jutro.
Zdarzają się klienci którzy potrafią docenić moją pracę dobrym słowem jak i finansowo wystarczy taki klient raz na jakiś czas a poziom satysfakcji z pracy jest wysoki.
Spawaczem freelancerem (troszkę naciągam nazwę mojego zawodu dla potrzeb tekstu) jestem z wyboru bo lubię to robić. Bardziej precyzyjnie to bym powiedział że jestem odpowiednikiem średniowiecznego kowala, konia podkuję, zęba wyrwie. Jak mam chwilkę to sobie rysuję węglem albo pastelami ale tylko dla przyjemności (świadomie wybrałem AGH zamiast ASP).

Tomy M.

07.09.2010 / 02:51

Jestem grafikiem freelancerem od zawsze, czyli od 19 lat.

Powiem Ci jedno: Nie musisz być najlepszy, musisz umieć wmówić to klientom :-)

Powiem Ci też drugie: To nie Twoje dzieła czynią się wolnym, tylko Twoja PULA KLIENTÓW.

Powiem Ci też trzecie: Nie bój się czasami zmienić nazwę klienta w swojej komórce na “Nie odbieraj-19” … jeżeli będziesz się cenił, to klienci tez zaczną Cię cenić.

Powiem Ci też czwarte: Freelancerka to PROWADZENIE FIRMY, to że jesteś doskonałym grafikiem nie oznacza że potrafisz być doskonałym przedsiębiorcą.

Powiem Ci też piąte: Zrób sobie dzieciaki, nic tak nie dyscyplinuje freelancera jak gromadka głodnych dzieci :-)

Pozdrawiam freelancerów! Tak naprawdę jest nas garstka, reszta chojraków tylko chciałaby nimi być…

IcekMały

09.09.2010 / 12:23

Nigdy nie pracowałem w tym zawodzie,bo nie jest ze mnie dobry grafik…Ale nie powiem marzyłem o takiej pracy, ale po lekturze ów artykułu i komentarzach ludzi “co zjedli na tym zęby”, chyba zostanę w strefie marzeń. Zresztą chyba nie mam predyspozycji warsztatowych. :D

Ale dobrze wiedzieć co jest powodem biedy rysownika. :)

diana6echo

15.09.2010 / 07:19

mi tyłek trują, że powinnam zarabiać na rysowaniu.. kiedy to tylko taka moja pasja i do pasji mnie doprowadza mnie wymóg zarabiania na tym.. kolejna rzecz – z jednej strony mam klientów, którzy sikają po gaciach na widok byle gówienka, które z siebie wyplułam, a z drugiej niunie, które ubzdurały sobie w głowie epickie mangowe sceny, z tryliardem popierdółek i oczywiście to robisz w ramach konkursu, bo nie wiadomo czy twoja czy praca innego grafika bardziej się spodoba :| no halo.. ja chcę swoją torebkę krówek chociaż za poświęcony czas..

i ostatnia sprawa – o co chodzi z tym “owej pracy nie będziesz mogła nigdzie publikować, bla bla bla”.. no to po cholere to robić? :(

i tak, narzekanie to standard wśród bazgrolących :D

aguśka

10.12.2010 / 08:55

kochany jesteś, naprawdę :)

masz rację, nic bym nie ujęła nic bym nie odała

prowadzimy własną firmę z mężem od 8-miu lat i cały czas uczymy się na błędach. Wszystko to przerabialiśmy i dalej przerabiamy, niestety a w dodatku mamy dwójkę dziecie, więc trzeba się utrzymać. Ja dorabiam ucząc plastyki w szkole. Nikogo nie interesuje, że nie mam czasu na rysowanie i uczenie się nowych programów. Robię to w chwilach wolnych i jednocześnie np. odrabiając z dzieciakami lekcje (nie mamy dziadków, niestety). Tak to jest. Pozdrawiam. Można się z Tobą zaprzyjaźnić na facebooku?

wymagany

13.07.2011 / 04:43

SUPER ILUSTRACJE! :D Mam pocieszenie: wchodzi firma która będzie chroniła płatności. Jeśli dowiem się więcej to mam nadzieję nie obrazi Was gdy przekażę info:)

kikimora

05.12.2012 / 17:21

Wpadłam tu przez przypadek i chyba zostanę na dłużej :)
Mimo tych wszystkich wad, chciałabym kiedyś zarabiać na życie w ten sposób. Coś mi się zdaje, że będę musiała wtedy uzbroić się w cierpliwość i upór.

titos2k ***

05.12.2012 / 20:54

i jeszcze poczucie dystansu do życia.

Liwia

20.01.2013 / 19:16

Mnie udała się trudna sztuka spotkania dobrego klienta. Kolega zlecił mi narysowanie komiksowego logo do firmy jego brata. Powiedział o czym ma być historyjka, ja ją narysowałam, jemu się spodobała i jeszcze przyzwoicie mi za nią zapłacił. Klient marzenie, zero poprawek, od razu powiedział, że on się na tym nie zna i mam zrobić jak uważam.

Kreskówka

23.08.2013 / 12:17

Świetny artykuł! Napisany szczerze i bez zbędnych udziwnień. Podpisuję się pod nim. Niemniej zawsze trzeba mieć na nadzieję, że będzie lepiej ;)

Kreskówka

23.08.2013 / 12:19

Świetny artykuł! Napisany szczerze i bez zbędnych udziwnień. Podpisuję się pod nim. Niemniej zawsze trzeba mieć nadzieję, że będzie lepiej ;) Wiem, że rynek jest zatłoczony, ale najbardziej mi smutno, że graficy i rysownicy nie pomagają sobie nawzajem, byłoby znacznie łatwiej. Osobiście życzę Ci wielu udanych zleceń :) Pozdrawiam, Ania.

Graft

28.03.2014 / 10:43

m2 pomalowania ściany koszt ok 3 zł(3 machnięcia wałkiem które może wykonać każdy) a ludzie chcą żeby im ilustracje robić za 50 zł :/ Co poszło nie tak z tym światem?

RedHead♀

04.01.2016 / 20:14

… Co się uśmiałam to moje :) Świetny wpis.

chanachana

08.03.2017 / 12:33

czytam wpisy :) ot życie. Moje obrazki idą ..no co jakiś czas ale ludziska permanentnie żądają obniżki:) a czy jak kupujesz buty albo chlebuś powszedni to też się handryczysz.. nie popuszczam. To moja praca i zarobek.
Kraskówka piszę o niepomaganiu innym z branży -to już tak jest. Ludzie nie są chętni do pomocy w jakiejkolwiek dziedzinie – za zdrość, zawiść etc – a zwłaszcza w przegródce – sztuka. Każda dobra sztuka sie obroni – ale dobra!!:) A “dobre” rady kupujących to kupa śmiechu. Ktoś na widok mojego obrazu – eee zamaluj gołe cycki i zmień kolor włosów kobitce:):) nie zamawiał ale uwagę musiał zrobić – to taki “coznasię”:) albo “wielepiej”. Takich czyszczę i na kopach wychodzą z pracowni – polecam – metoda sprawdzona…wracają pokorni albo nie):)::)):): pozdrawiam

- Dodaj komentarz -

/ wymagany /
/ wymagany, nie będzie publikowany /