Marketing zabija wspomnienia. Bolesna moda na retro.

Marketing zabija wspomnienia. Bolesna moda na retro.

Mam już osobiście dosyć mody na VHS vintage, a przecież ledwo weszła (w Polsce pewnie, o zgrozo, dopiero będzie). Wszystkiemu winna marketingowa hiena przeżuwająca co się da.

Tak się nieszczęśliwie składa że reprezentuję pokolenie ’86, więc dotknięte tematem. Nie muszę być specem od reklamy by wiedzieć, że najsilniejszy marketing to ten grający na głębokich uczuciach takich jak na przykład wspomnienia z dzieciństwa. Mózg ludzki, gdy nie jest doświadczony jakimiś wyjątkowymi traumami, zapamiętuje zazwyczaj dobre doświadczenia z przeszłości więc utworzenie więzi z klientem na zasadzie “Fajnie było wtedy, pamiętasz?” jest łatwe.

A niestety to co łatwe w użyciu, zaczyna być szybko nadużywane.

Nielicznie było ślicznie

Tak, mam już trochę dosyć mody na przełom 80/90’s, mimo że jeszcze dobrze nie weszła. Jestem w temacie dłużej niż cały ten “fajny” marketing dzięki muzyce – bo to od niej się zaczęło.

Neros77 – nadrobicie zaległości. Od razu ze świetnymi video z tamtych czasów.

NewRetroWave – nieco gorzej, ale chyba dopełnia całości.

Playlista na Soundcloud – sporo materiału do posłuchania w waszym Ferrari jadąc e7 (dopiero za Radomiem).

Sporo ludzi zaczęło z vintage od filmu “Drive” i jego ścieżki dźwiękowej. Chociaż “zacząć” w przypadku nostalgii, to chyba złe słowo. Niemniej film ten stanowił pewien ‘zapalnik’. Masa chwyciła.

Wiadomo, że moda czy raczej stylizacja na kicz 80/90’s nie pojawiła się nagle. Były wszak duże pozycje popkulturowe jak np. gry Vice City, czy San Andreas, które klimaty vintage już poruszały dogłębnie, ale jak widać zbyt wcześnie, by hiena marketingowa to podchwyciła (najedzona web 2.0).

Dziś jest permanentny głód czegoś nowego. Wszelkie niezbadane tereny będą eksploatowane do cna, jak trzeba to po kilka razy. Dla człowieka który patrzy na czasy 80-90 z większym sentymentem, taka duża eksploatacja tematu jest bardzo bolesna, bo posuwa się do żonglowania stereotypami (patrz kolejny akapit) i przekształca przeszłość. Marketingowy szatanie traktuj nasze wspomnienia delikatniej, ok?

Przepis na sukces. Pompuj dżem.

Jeśli jesteście fajną agencją i chcecie trafić z produktem do targetu w wieku 25-40 lat – sprawa jest prosta.

Przepis na nostalgiczną papkę marketingową:

  • Opakuj produkt w sentyment do lat 1985-1995 (plus minus).
  • Wszystko musi być amerykańskie (o tym dalej).
  • Im więcej kiczu tym lepiej. Plastik, poszarpane dżinsy, guma i obcisłe stroje.
  • One-linery zamiast pełnych zdań.
  • Dodaj muzykę z syntezatorów, autoefektów CASIO, Amigi lub cokolwiek z gatunku 80’s inspired synthwave.
  • Ferrari
  • W muzyce koniecznie umieść wstęp z nagraniem mówiących coś ludzi (amerykańskie newsy, nagranie kosmonautów NASA lub telezakupy).
  • Daj otoczkę scenariuszową filmu klasy B. Misja z początkiem, egzekucją i końcem.
  • Jeśli mężczyzna to z mięśniami, jeśli kobieta to o posturze amazonki (tej z piersiami, nie współczesnej). Opaleni. Styl Miami.

Far Cry Blood Dragon, żywym przykładem jak w niedrogi sposób sprzedać grę używając stylistyki vintage.

Polska, a vintage

matplaneta-vhs

W naszym kraju w owych czasach panował kult Stanów Zjednoczonych jako raju. Dlatego dzisiejsze vintage’owe nawiązania w wykonaniu Amerykanów tak mocno do nas trafiają. Obawiam się jednak, że zrobienie podobnej formy w realiach czysto polskich spotkałoby się z trudnościami. Polskie wizualne wspomnienia w okresie przemiany ustrojowej były w większości koszmarne i będą kojarzone z seledynową marynarką premiera Pawlaka. Dla mnie jeszcze z amigowym Franko krzyczącym “Spadaj pierdoło” podczas bicia kobiety-karateki z piętki w twarz. Obciach ponadczasowy.

Nie posiadaliśmy tak rozległej popkulturowej filmografii uwiecznionej w owych czasach. Nie było ikon. Trendy szły z USA i dziś to wychodzi. Wysuwam jedynie tezę, że to co mieliśmy dobrego w przełomie 80/90 pochodziło z lat wcześniejszych, jak porucznik Borewicz, kapitan Żbik, Matplaneta, Reksio, polska szkoła plakatu i co tylko. Dalej już tylko braliśmy od innych, zachłyśnięci kapitalizmem (cholerna Polonia 1 zniszczyła nam życie). Ktoś by powiedział, że “za komuny było lepiej”, ale wolałbym nie strzelać takimi sentencjami.

No i to poczucie, że to wasze “wintydż” to nasze “dopiero co”. W kraju gdzie “Kevin sam w Domu” leci w święta niemal przez 15 lat chyba trudniej zauważyć upływ czasu. Niemniej popularność sklepu Pan tu nie stał, czy już słynna aukcja nowego fabrycznie Malucha na Allegro dają do myślenia, że Polacy też zaczynają “tęsknić” (przykłady pierwsze lepsze – jest ich znacznie więcej). Tylko nasz marketing i zarządzanie jeszcze nie rozgryzły tej sprawy w takiej skali jak amerykańscy koledzy. Bo i PRL się źle kojarzy.

Ale bójcie się, jeszcze wróci Tadeusz Drozda, skoro wrócił i Kaszpirowski.

Kulturowy efekt Dopplera

Tak sobie czasem myślę co będzie w przyszłości, gdy ukształtuje się pokolenie wychowane na wspomnieniach z lat, w których jeszcze nie istniało? Dziś media mają większy wpływ na świat niż kiedyś. Co jeśli wpływ przypomnianej popkultury lat ubiegłych trafi bezpośrednio w dzieci współczesne i te nie będą mogły się określić w kulturowej osi czasu, bo ich młodość przypadła na okres kopiowania naszej młodości, w formie tej skondensowanej papki?

Odpływając wyobrażam sobie skrzywiony przez szkło kilku-pokoleniowego medialnego przekazu obraz świata przyszłości. Davida Hasselhoffa urastającego do pozycji bożyszcza. Subkulturę stylizującą się na Milli Vanilli okupującą całe dzielnice miasta. Lorenzo Lamasa, który sam nie pamięta kim był. Popielate dresy na deskach teatru, gdzie aktor grający Tupaca z rymem na ustach zakańcza żywot postrzelony laserem z wydechu deLoreana. Słodko-ironiczne peany na cześć gumy Turbo w czasach, gdy rak będzie uleczalny jednym zastrzykiem (gotówki). Triumfalny powrót dżokejek z Chicago Bulls na głowach ludzi z wąsami. Mario Bros na banknotach i czarni tancerze na wrotkach. Diody w butach i powrót wszędzie owłosionych kobiet. Dudikoff na równi z Arnoldem. Blizna na twarzy szczytem mody. Cały ten koszmar wspomnień zdeformowanych niczym szajsowate figurki G.I. Joe.

Niech ktoś wówczas wyśle Terminatora w przeszłość, by zniszczył kolebkę tego szaleństwa, a na koniec tonąc w żeliwnej surówce dał “lajka” na fejsie w końcu pod czymś… nowym?

- Komentarze -

ofcapl

03.07.2013 / 13:43

jakie to prawdziwe – dobry tekst! poruszyłeś naprawdę ciekawy aspekt otaczającej nas rzeczywistości (szczególnie w pierwszym paragrafie §efektu doplera) – gratz!

Kreskówka

23.08.2013 / 13:02

Masz wiele racji. Weź tylko pod uwagę, że w kraju wciąż nie lansuje się nie tylko nowego, ale i oryginalnego. Najtrudniej walczyć z reinterpretacjami, ale to niestety w większości lubiane. Jak więc chcesz iść pod prąd? Twórca walczy więc ze stereotypami, musi przedzierać się przez gąszcze nadinterpretacji, by odnaleźć to, co nowe i proste. Potrzeba nam czasu…

Karolina

27.09.2013 / 13:05

Wiesz jaki jestem rocznik – dla mnie czasy, o których piszesz to głównie bycie nastolatką (szkoła podstawowa, czyli 8 lat z życia – kiedyś nie było gimnazjum). Kojarzą mi się z rodziną, która wyjeżdżała do pracy do Berlina i stamtąd miałam różne rzeczy, które u nas w Polsce były tylko w Pewexie. Właśnie – Pewex – zapach, który zapamiętam jako jeden z mojego dzieciństwa. Te wszystkie lalki Barbie, które każda dziewczynka chciała mieć, albo dresy z Myszką Miki; słodycze, których już samo opakowanie było obietnicą czegoś niesamowitego. Commodore, Pegasus i walkman – szczyty techniki! Było coś jeszcze – mam rodzinę we Francji i w latach 80-tych dostawałam stamtąd mnóstwo katalogów z zabawkami, kiedy u nas był tylko Smyk, naklejek z postaciami z bajek, które u nas pojawiły się dopiero 10 lat później – mam to wszystko do tej pory :).

Nie wiem, czy chcę wrócić do tamtych czasów – nie czuję za nimi jakiejś specjalnej nostalgii. Owszem, było to moje dzieciństwo, ale kojarzy mi się tamten czas bardziej z beztroskimi wakacjami i graniem całymi dniami w badmintona. No może jeszcze z kablówką.

Faktycznie, wszystko było “amerykańskie” i bling-bling. Po latach przekonaliśmy się, że im – Amerykanom – od tego wszystkiego tylko tyłki wielkie urosły. Prawdę piszesz, że teraz ciężko przebić się z czymś na prawdę nowym. Myślę, że to jest też spowodowane tym, że nasyciliśmy się konsumpcjonizmem i teraz jesteśmy cwańsi i wiemy czego chcemy. A z drugiej strony schizofrenicznie chcemy żeby to nowe było choć trochę podobne do starego.

- Dodaj komentarz -

/ wymagany /
/ wymagany, nie będzie publikowany /