Dlaczego polski internet jest gorszy od zagranicznego?

Dlaczego polski internet jest gorszy od zagranicznego?

Od niemal dziesięciu lat nie posiadam telewizora (w celach leczniczych mózgu), więc całość mojej rozrywki zastąpił Internet. Szybko jednak zauważyłem, że bardziej interesuje mnie ten zagraniczny niż nasz. Jakoś wszystko tam świeższe, oryginalniejsze, lepiej zrobione. A przecież Polacy, to całkiem zabawny naród (pomiędzy biciem i okradaniem się nawzajem).

Ciekawe treści w Internecie, to głównie te związane z humorem. Mając na myśli Original Content, myślimy zazwyczaj o dobrym zabawnym filmiku, obrazku reakcyjnym (będącym ilustracją reakcji do jakiejś wiadomości), tekście, komentarzu czy nawet o piosence. Ważne, by był to wytwór oryginalny. Bez tego nie będzie wart zapamiętania, bo jest tylko przypomnieniem czegoś co już było. Polski Internet cierpi na chorobę nieoryginalnego contentu. Przez fasadę wszędobylskiej żart-papki, ciężko doszukać się naprawdę wartościowych smaczków. Ludzi w polskim Internecie, tak jak w kabarecie – śmieszą szablony, te same frazesy, gotowce, masówa. A gdy ktoś błyśnie czymś oryginalnym (tzw. “chwyci”), to ekspresowa eksploatacja szybko zabija potencjał.

MEMY / REAKCJE INTERNAUTÓW

Memy, memesy! [ZOBACZ] Najlepsze memsy, memuary, emenemsy, mensy i ememesy INTERNAUTÓW!

Jak wiadomo “popularniejsze” wiadomości doczekują się takiej stałej rubryczki w portalach, gdzie każdy przeciętny Kowalski może podejrzeć co wyprawiają e-Kowalscy odpowiednicy. A to przecież najzabawniejsi ludzie na świecie, całe życie tuczeni na kwejkach.pe-el i jebach-z-włóczni. Gotowi na pstryknięcie palcami, zaskoczyć was nowymi memami. No to mamy te ich reakcje…  – *zaciera ręce* – zatem wsiadajcie do “rollerkoustera”, zapnijcie pasy i wyruszcie w podróż swojego życia poprzez najśmieszniejszą polską cyberprzestrzeń.

Majstersztyk internetowej komedii rozpoczynamy od dosłownych tłumaczeń zagranicznych śmiesznych obrazków. Stara sprawdzona metoda, daje radę w serialach w telewizji to i tu przejdzie. Co z tego, że nie pasuje forma gramatyczna, albo nikt nie wie kim jest czarnoskóry koszykarz na zdjęciu?

Zawsze się zastanawiam, kto to robi? Komu chce się nakładać te dwa punkciki większe literki, tak by zasłonić tekst jakiegoś błyskotliwego Amerykanina. W ogóle nie wiem, czy też macie takie wrażenie, ale każdy żart przetłumaczony na język polski jest mniej zabawny. To chyba źle świadczy o naszym języku, a może zwyczajnie wychodzi pewna różnica kulturowa?

█▬█ █ ▀█▀

Jedziemy, jedziemy, slajd trzeci i czwarty, to już z daleka widoczne czarne ramki demotywatorów, w których podpis jak przekaz dla niedowidzących – szczegółowo opisuje zawartość zdjęcia. Załoga Kapitana Oczywistego spisuje się na medal, skutecznie wysysając życie z obrazkowego żartu. W 7 na 10 przypadkach, gdyby pozbawić literek, może byłaby szansa… (Swego czasu planowałem napisanie skryptu wycinającego obrazki z wnętrza demotów. Taka moja mała donkiszoteria. Snif.)

Kolejny slajd. Na miękko, w wasze rozśmieszone memami umysły, wchodzi żarcik słowny na zasadzie powiedzonka. Uwaga!bonilisc Ze śmiechu pękają już okrężnice, trzeba wymieniać bieliznę. Nie ma przebacz! W komentarzach pod galerią slajdów już rozpętuje się brutalna batalia, kto jest śmieszniejszy.

“Jestem ekspertem od memów i uważam te memy za beznadziejne”
~wybitnej_klasy_memolog.

Dalej gdzieś przemyka szybka wrzutka na autora wpisu (“autor to debil”), a tuż obok – kącik wymiany inwektyw bojówek politycznych “Szybka Eskalacja”. Łapki w górę, łapki w dół. Sam dorzucam komentarz w przypływie weny. Coś średnio-zabawnego (jak wszystko, co piszę). W pół godziny sto łapek w górę. Niedługo czekać – riposta:

“Nie wiem co bierzesz ziomek, ale dałbyś spróbować, hehe : P”

– odpowiada jakiś młody człowiek.

Klikam drżącą ręką, by dowiedzieć się o nim coś więcej (w końcu mnie… docenił?). “Pracował w: Szlachta nie pracuje. Studiował na uczelni: Wyższa Szkoła Życia i Przetrwania. Hobby: Melanż (…)”  Nie… nie mogę się poddać… nie teraz, gdy jestem już na siedemnastym slajdzie…

Karawana jedzie dalej, a psy.. hej hej, a tutaj co to takie pod nogami? Aaa no przecież! Pojawić się musiał sympatyczny, nie kto inny, tylko szanowny pan PIESEŁ – najśmieszniejszy pies na planecie Ziemia. Uau! Uszanowanko! ( ͡º ͜ʖ ͡º). Za Piesełem już jak po sznurku: “zrzędliwy grampi kot”, sowa ORYLY, ślunzok pies Żodyn i jakieś nieznane mi niemieckie słowa, losowy corgi jedzący kapustę (ok, to jest zabawne – uf, całe szczęście, że jest podpis “Jem kapustę”) i jeszcze ten..no… Co Ja Pacze Kot. Najśmieszniejsze Zwierzęta Świata, na program zaprasza Piotr Zelt z Trzynastego Posterunku. Trzymajcie się swoich anusów, bo dowcip ściele się gęsto!

pieseu2

Dalej szybkie spektrum co dzisiaj w modzie i jeszcze żywe w pamięci ludzi Amerykanów, doklejmy jedynie do tego grafikę z naszego newsa. Chwila pomyślunku. Błysk. Jest! Korwin na kuli z Wrecking Ball (taki teledysk z telewizji dla młodzieży). WYŚMIENITE.  Jeszcze ocierając łzy myślisz “Jak oni na to wpadli?”, a tu już wkraczają podmianki twarzy bohaterów z newsa. Face-swapy – to się nigdy nie znudzi!

Photoshopy rozgrzane do czerwoności. Ale jeszcze ich nie zamykajcie, bo na koniec oczywiście – hah! – polscy politycy z komiksowymi dymkami. Coup de grace prosto w wasze naderwane ze śmiechu boki. Nasi kochani, najzabawniejsi. Rudy Tusk i Kaczor Smoleńsk. Do kaduka, ktoś tu jedzie po bandzie!

Podnoszę się z podłogi. Chyba na chwilę straciłem ze śmiechu przytomność. Czy to koniec?

Przeżuwanie kości

Gdzie tam koniec. Gdy już otrząsnąłem się z szoku, do akcji wkraczają czujni polscy chłopcy-marketingowcy internetowi. Już słychać jak nadjeżdża tumult miliarda Unikalnych Użytkowników. Klik-klik-klik-klik. Złota Orda Monetyzacji na horyzoncie, chowajcie kobiety i dzieci. Nie biorąca jeńców kilku-milionowa armia absolwentów Marketingów i Zarządzania, wjeżdża na wysuszonych kobyłach w każdy, nawet mikroskopijnie zabawny “content”, pałuje autora, zawłaszcza co się da, by na końcu zacząć sprzedawać koszulki, gry na smartfony, kubeczki i co tylko uszczęśliwi Boga Mamony, którego czczą w pogodzinnych orgiach.

Musisz to mieć ziomeczku! Bluza Fruit Of The Loom “Forfiter, ale urwał osiemnastkę!” Pobierz bluzę wraz z aplikacją. Zeskanuj kod QU-EER! Edycja limitowana (zalega nam w magazynach).

Musisz się spieszyć, truchła memów żyją tylko kilka dni. Marketingowy sadysta w głowie już knuje genialny plan. “Jak dzisiaj jeszcze napiszę do grafika, to na jutro mi zrobi koszuleczkę z Co Ja Pacze Piesełem, nie zapłacę mu zbyt dobrze to jeszcze zarobię, w sumie i tak nie jego pomysł (sam bym zrobił, ale nie mam czasu, bo memesy czekają na “konwersję”). Mielimy Panowie! Mielimy!” *Strzał bicza*.

Zanim jednak – trzeba założyć siedem fanpejdżów na Facebooku. Co z tego, że ich koncepcja istnienia wyczerpuje się po paru sekundach. Na pomoc wkraczają maniacy ofert “szer za szer, lajk za lajk”. Ludzie-maszyny. Wyprani z emocji kolekcjonerzy polubień. Fejsbukowe łapki, to przecież forma nowej polskiej waluty, dla tych którzy nie zaznali pieniędzy. Cel? Dobijając do milionów polubień, cichną w kazamatach własnych fanpejdży, pogrążając się w wiecznym śnie zapomnienia (dzięki zbawiennej opcji “ukryj”).

Szczęśliwi ludzie kupują bluzy i koszulki jak szaleni. Za parę lat będą tłumaczyć dziecku na działce (bo tam się nosi stare ubrania) czym był ten sprany krokodyl na koszulce.

“Ten krokodyl synu… to, niegdysiejszy władca przyrzecznych wodopojów. Dumny zabójca, prehistoryczne stworzenie, pamiętające początki świata. A dziś, co by cię nie okłamać, to przeżuta przez hieny polskiej myśli reklamowej padlina. Zjedzona do białej kości. TEN KROKODYL SYNU, TO SYMBOL TEGO, ŻE MY, DUMNI POLACY, PRZEGRA-“. 

Wróćmy jednak z tej krainy fantazji. To nie jest tak, że marketingowa machina, to domena tylko jedynie polska, bo w Stanach pewnie mają te same problemy. Istota jest raczej w proporcjach mielenia kontentu do zainteresowanych kupnem tej mielonki. Zwłaszcza, gdy na samym początku jeszcze jest świeża.  Buerk!

Wiocha, to nie swojskość

Parafrazując pewną znaną wąsatą osobistość, można powiedzieć “internety wspaniałe, tylko internauci kurwy”. Bo przecież “przejmowanie filmików”, “POLSKA KU*WA!”, malkontenctwo (o ho!), nie rozumienie sarkazmu, chęć zarobienia na wszystkim, beztroski rasizm i hipokryzja, to takie nasze przywary w sieci,  ale mimo wszystko zdarzają się mniejsze lub większe diamenty. Niektóre z filmików, zdjęć lub wypowiedzi, które zrobiły furorę były naprawdę zabawne w swoim dziewiczym stadium. To nie tak, że u nas nie ma dobrych tematów do żartów! Tylko trzeba trochę powiększyć swoje spektrum działania i wyjść poza kwejkową zagrodę.

Dla mnie osobiście, najciekawsze są osoby po pięćdziesiątce.

Zanim pomyślicie coś zdrożnego, to śpieszę wyjaśnić, że chodzi o ich formy wypowiedzi, język i oryginalność. Milion razy bardziej cenię komentarze typu:

10426736_10203376046755674_2090040935242403307_n

Przykład starcia dwójki starszych polskich internautów

niż jakieś średniej jakości konwersje śmiesznostek z zagranicy w stylu “handluj z tym” , czy “X/X -łbym”. Przynajmniej ten człowiek stworzył coś nowego z niczego.

Bawi mnie polski Internet, ten oryginalny, nasz, swojski. Wiadomości o polskich celebrytach na Pudelku, czytane na poziomie “meta”, widząc te mrugnięcia oka autorów. Niemożliwie głupie artykuły z tabloidów, podane w absurdalnej formie. Długie, wiarygodnie napisane komentarze okazujące się subtelnym trollingiem. Żenujące wypowiedzi polityków wyłapane i podane na tacy w czystej formie. Nawet to, jak nam społeczeństwu bezczelnie kłamią w twarz, też jest zabawne w pewnym stopniu (że to przechodzi). Reakcje ludzi na tę rzeczywistość. Podkurzanie posiadaczy czworonogów, koni, kotów i ich reakcje.

1466047_10201909034321280_290043184_nPolskie sedno dobrego contentu w sieci bierze się z takich rzeczy. Z tej naszej przaśnej, absurdalnej codzienności. To są rzeczy, które należy docenić, bo są oryginalne. Nie jakichś jutuberów, udających innych jutuberów z zagranicy. Żadne Kwejki, kopiujące jak leci wszystko skąd tylko się da. Nie jacyś tragiczni blogerzy, piszący pseudo-śmieszne tekściki na swoich stronkach (żenada). Nie jakieś zrobione w Paincie net-komiksy siedemset tysięczny raz rozprawiające o prokrastynacji, melancholii i jedzeniu.  Ileż można? To nie są wartościowe treści, one się nie obronią z upływem lat i są niewarte poświęcania czasu. To taki humorystyczno-rozrywkowy McDonalds rangi polskich kabaretów. Ludzie ceńcie się.

Żeby nie było – każdego śmieszy co innego. Ktoś może czuć się szykanowany, że nie może bezwstydnie brechtać do Blondynki Mariolki. Pytanie tylko czy chcesz być interesującym człowiekiem o błyskotliwym, trochę trudniejszym w zrozumieniu dowcipie, czy prostym Ziutkiem powtarzającym cytaty z “he he memesów”. Czy chcesz rozumieć sarkazm i czuć się swobodnie w towarzystwie operującym wymyślnymi złośliwościami, nie reagując od razu agresją jak kretyn. Czy chcesz wyjść z twarzą zawczasu i nie zostać sprowokowanym przez niskiej jakości trolla w Internecie. Weź się za samodoskonalenie własnej osoby (i kup koszulkę z zabawnym tekstem!)

Poczucie humoru, to dosyć ważna cecha charakteru, jakby nie było. Warto troszkę się wysilić, bo ludzie to później doceniają w kontaktach osobistych. Lepiej uchodzić za błyskotliwego żartownisia, niż sztywnego głąba, czyż nie?

- Komentarze -

noitego

16.07.2014 / 12:31

Memy dominują, ale dobre OC nadal trzyma się mocno. Popularność stron repostingowych, robiących kasę na cudzej twórczości, może wkurzać, ale tworzą one niezłą platformę do popularyzacji własnego OC, zwłaszcza odkąd kwejk i kwejkopodobni oszczędzają zawarte w obrazkach linki. Demotywatory.pl same ostatnio chyba dostrzegły absurdalność doklejania żenujących napisów do obrazków bez nich zabawnych, bo wprowadziły możliwość wrzucania obrazków “bez napisu”. A Internet staje się coraz bardziej kulturą obrazkową, gdzie ludzie reagują i rozmawiają za pomocą obrazków, składają obrazki w inne obrazki, prześcigają się w tłumaczeniu zagranicznych obrazków i podają dalej obrazki jak kiedyś kawały. Najmniej z tego ma sam twórca obrazka, ale nawet jeśli tylko 0,01% osób, które zobaczyły obrazek postanowi sprawdzić, kto go stworzył, nadal daje to wymierną publiczność. Memy się w końcu znudzą, a OC zostanie:)
Pozwoliłem sobie wrzucić na Wykop, bo świetny tekst:)

Graft

15.09.2014 / 16:45

Ciekawe jak będzie tan nasz internet za kilkanaście lat wyglądał.

tzi

22.11.2014 / 01:31

biedna zosia zdechła na dygresję właśnie przez memy . :]

dlatego radzę ostrożnie z mememi . są zdrowe , jak rak przydawki i bohatersko romantyczne , jak krzyś wiekochuj .

Suspicious Plum

10.04.2015 / 16:35

Faktycznie, w polskim internecie dużo dziadostwa. Jednak są też wartościowe strony, blogi, kanały na youtube. Tyle tylko, że większość to są naśladowcy. Przywłaszczają sobie pomysły z zagranicznych stron i publikują jak swoje. Liczą, że większość społeczeństwa nie zna angielskiego. Niestety (dla nich), coraz więcej zna i ucieka do ludzi, którzy naprawdę mają pasję, umiejętności, osobowość i styl.

- Dodaj komentarz -

/ wymagany /
/ wymagany, nie będzie publikowany /